Pół roku temu rozpocząłem mały eksperyment. Chciałem sprawdzić przez miesiąc jak będzie wyglądało życie z mocno ograniczoną garderobą.
Z wszystkich ubrań jakie wtedy miałem wybrałem kilka:
- 3 t-shirty
- 3 pary spodenek
- 3 pary skarpet
- 2 pary skarpetek do treningu (stopki)
- 1 koszulę
- 2 bluzy
- 2 pary spodni
6 miesięcy później siedzę na swojej kanapie patrząc na tą listę i nie mogę się nadziwić jak dużym wyzwaniem wtedy mi się to wtedy wydawało. Nie do pociągnięcia na dłuższą metę.
(Nie) zaskakująco – myliłem się.
Powyższy zestaw właściwie niezmiennie przetrwał do dziś. Rutyna codziennych prań stała się normalnością. Brak problemu z tym co ubrać nadal sprawia radość. Ograniczenia jaki sobie narzuciłem widzę teraz tylko w superlatywach.
Czy oszukiwałem? Czasem. Zdarzyło się, że wyciągałem z „magazynu” dodatkowy t-shirt albo dodatkową parę spodenek gdy wymagała tego sytuacja ale były to sytuacje wyjątkowe i najczęściej spowodowane moim wyjątkowym niechceniem dnia poprzedniego.
Zakupów szał
Również z tego powodu niedawno doszedłem do wniosku, że chcę powiększyć żelazny zestaw. Brakuje mi w nim ciuchów typowo miejskich. Do kolekcji dojdą więc docelowo jeszcze dwie koszule, a bluzy i spodnie zostaną wymienione na nowe. Do zestawu dorzucam też 2 t-shirty z „magazynku”. Teraz gdy patrzę na to co napisałem zastanawiam się po co mi aż tyle ubrań. 5 t-shirtów? Co ja będę z nimi robił?
Ciekawe, że im mam mniej, tym bardziej cenię to co mam
To wręcz zabawne jakie każde dołożone ubranie ma teraz takie znaczenie. Jak długo zastanawiam się czy jest mi potrzebne i jak długo kupując nowy ciuch wybieram ten „właściwy” w sklepie aby mieć pewność, że będzie najlepszy. Gdy ma się niewiele rzeczy poszanowanie dla każdej jest jedną z najcenniejszych prezentów od minimalizmu.
W Szafie pozostały mi dwie zapchane półki ubrań „awaryjnych” Już nie długo oddam je osobą którym są bardziej potrzebne niż mnie.
Podsumowując: Eksperyment udany. Pacjent przeżył i ma się dobrze.
Spróbujcie i wy. Tylko uwaga! może wam się za bardzo spodobać
6 zmian… Nie, pięć zmian jest równie dobre. Odpuść sobie.
Uciekł mi gdzieś miesiąc. Miesiąc bardzo dziwny. Wiosenny, pełen zmian, nowych celów i pomysłów. Deszczowy i chłodny, w wielu momentach nie najlepszy, jednak pod wieloma względami cudowny.
Usiądź i przeanalizuj błędy
Wiem już, że na zmianę nawyku potrzebuję ok. 8 tygodni. Nie chcę nic przyspieszać w tym temacie. Wiem też, że nawyk ćwiczeń udał się tylko połowicznie. Nie rozkręciłem się na dobre w temacie biegania ale bardzo chcę do tego powrócić. Mój system wstawania przez ostatni miesiąc też się poprzestawiał i zaczynam odczuwać tego negatywne skutki.
Odpuść sobie
Sześć zmian było bardzo dobrym celem na ten rok. Pięć zmian, jeżeli wszystkie dokończę, będzie jednak równie dobre. Kurde! Nawet cztery będą rewelacją! Nie mam potrzeby się spieszyć. Do końca miesiąca skupię się tylko na tych trzech rzeczach: bieganiu, stałych godzinach snu i regularnym pisaniu na blogu.
Oddychaj. Czujesz energię?
Jest 6 rano. Na dworze jest wspaniale. Piękne słońce i jasne niebo. Otwarty balkon, ujadające wróble, a we mnie rosnąca radość z wyzwań jakie przede mną i jednocześnie spokój, że wszytko się uda. I właśnie o to chodzi.