6 zmian… Nie, pięć zmian jest równie dobre. Odpuść sobie.

Uciekł mi gdzieś miesiąc. Miesiąc bardzo dziwny. Wiosenny, pełen zmian, nowych celów i pomysłów. Deszczowy i chłodny, w wielu momentach nie najlepszy, jednak pod wieloma względami cudowny.

Usiądź i przeanalizuj błędy

Wiem już, że na zmianę nawyku potrzebuję ok. 8 tygodni. Nie chcę nic przyspieszać w tym temacie. Wiem też, że nawyk ćwiczeń udał się tylko połowicznie. Nie rozkręciłem się na dobre w temacie biegania ale bardzo chcę do tego powrócić. Mój system wstawania przez ostatni miesiąc też się poprzestawiał i zaczynam odczuwać tego negatywne skutki.

Odpuść sobie

Sześć zmian było bardzo dobrym celem na ten rok. Pięć zmian, jeżeli wszystkie dokończę, będzie jednak równie dobre. Kurde! Nawet cztery będą rewelacją! Nie mam potrzeby się spieszyć. Do końca miesiąca skupię się tylko na tych trzech rzeczach: bieganiu, stałych godzinach snu i regularnym pisaniu na blogu.

Oddychaj. Czujesz energię?

Jest 6 rano. Na dworze jest wspaniale. Piękne słońce i jasne niebo. Otwarty balkon, ujadające wróble, a we mnie rosnąca radość z wyzwań jakie przede mną i jednocześnie spokój, że wszytko się uda. I właśnie o to chodzi.

Opublikowano w Uncategorized | 7 Komentarze

Koniec eksperymentu. Powiększam swoją garderobę!

Pół roku temu rozpocząłem mały eksperyment. Chciałem sprawdzić przez miesiąc jak będzie wyglądało życie z mocno ograniczoną garderobą.

Z wszystkich ubrań jakie wtedy miałem wybrałem kilka:
  • 3 t-shirty
  • 3 pary spodenek
  • 3 pary skarpet
  • 2 pary skarpetek do treningu (stopki)
  • 1 koszulę
  • 2 bluzy
  • 2 pary spodni

6 miesięcy później siedzę na swojej kanapie patrząc na tą listę i nie mogę się nadziwić jak dużym wyzwaniem wtedy mi się to wtedy wydawało. Nie do pociągnięcia na dłuższą metę.

(Nie) zaskakująco – myliłem się.

Powyższy zestaw właściwie niezmiennie przetrwał do dziś. Rutyna codziennych prań stała się normalnością. Brak problemu z tym co ubrać nadal sprawia radość. Ograniczenia jaki sobie narzuciłem widzę teraz tylko w superlatywach.

Czy oszukiwałem? Czasem. Zdarzyło się, że wyciągałem z „magazynu” dodatkowy t-shirt albo dodatkową parę spodenek gdy wymagała tego sytuacja ale były to sytuacje wyjątkowe i najczęściej spowodowane moim wyjątkowym niechceniem dnia poprzedniego.

Zakupów szał

Również z tego powodu niedawno doszedłem do wniosku, że chcę powiększyć żelazny zestaw. Brakuje mi w nim ciuchów typowo miejskich. Do kolekcji dojdą więc docelowo jeszcze dwie koszule, a bluzy i spodnie zostaną wymienione na nowe. Do zestawu dorzucam też 2 t-shirty z „magazynku”. Teraz gdy patrzę na to co napisałem zastanawiam się po co mi aż tyle ubrań. 5 t-shirtów? Co ja będę z nimi robił?

Ciekawe, że im mam mniej, tym bardziej cenię to co mam

To wręcz zabawne jakie każde dołożone ubranie ma teraz takie znaczenie. Jak długo zastanawiam się czy jest mi potrzebne i jak długo kupując nowy ciuch wybieram ten „właściwy” w sklepie aby mieć pewność, że będzie najlepszy. Gdy ma się niewiele rzeczy poszanowanie dla każdej jest jedną z najcenniejszych prezentów od minimalizmu.

W Szafie pozostały mi dwie zapchane półki ubrań „awaryjnych” Już nie długo oddam je osobą którym są bardziej potrzebne niż mnie.

Podsumowując: Eksperyment udany. Pacjent przeżył i ma się dobrze.

Spróbujcie i wy. Tylko uwaga! może wam się za bardzo spodobać ;)

Opublikowano w Uncategorized | 11 Komentarze

6 zmian: Zmiana 1 i 2 – powrót syna marnotrawnego

Regularne wpisy są ostatnimi czasy trudniejsze. Ilość prac jakie sobie wrzuciłem na głowę (absolutnie wbrew wszystkim zasadom o jakich tu piszę!) sprawia, że blog wydaje się pewnie opuszczony. Jednak to pozory!. Niedługo odkopię się z zaległości. Potem przeczytam swoje własne wpisy raz jeszcze (i jeszcze raz) i zastosuje wszystkie cenne rady jakie spisałem! To się nazywa pomagać samemu sobie, prawda?!

Tymczasem wracam do 6 zmian. Drugą zmianę zastopowały niesprzyjające warunki, potem święta i potem poleciaaaaaało. Tak więc zaczynamy od nowa. Od początku tygodnia wracam co 100 pushups i 200 situps na zmianę zostawiając sobie wolną niedzielę. Wracam też na siłownię. Ostatnie 2 miesiące nie był też sprzyjające dla wczesnych pobudek i wczesnego chodzenia spać. Do tego też wracam od tego tygodnia.

Mogłoby się wydawać, że skoro zarzuciłem swoje postanowienia to wiarygodność skuteczności ich wdrażania jest mocno osłabiona. Jednak jest wręcz przeciwnie. To że tak długo dochodziłem do nawyków pozwoliło mi się do nich przyzwyczaić na tyle że teraz gdy nie dawno je chwilowo zarzuciłem ciągle o nich myślałem i powrót do nich będzie o wiele prostszy. Tak więc cała ta praca nie poszła na marne! Autentycznie brakuje mi codziennych ćwiczeń, brakuje mi regularnego snu, brakuje wyjść na basen. Wszystko to podpada idealnie pod etap oczekiwania na wdrożenie nowej zmiany. Tym bardziej jestem spokojny o to, że uda mi z łatwością się wrócić do ustalonego systemu.

Odezwę się w środę. Do zobaczenia! :)

Opublikowano w Uncategorized | 6 Komentarze

Barbeque

Minimalizm jest zbyt łatwy na początku

Gdy zaczynałem upraszczać swoje życie pól roku temu zasady były proste. Zrezygnuję z wszystkiego co nie sprawia że jesteś szczęśliwy. W ten sposób pożegnałem się min. z telewizją, bezmyślnym siedzeniem na necie czy niezdrowym jedzeniem.

Powitałem za to: kreatywną, dającą radość pracę, nowe fantastyczne znajomości, przygotowywanie własnych, zdrowych posiłków (nie wspominałem nigdy o tym jak bardzo lubię gotować?) oraz regularne ćwiczenia.

Pojawił się jednak problem. Stoję w miejscu gdzie z jednej strony nie chcę rezygnować z niczego co dzieję się teraz w moim życiu ale z drugiej, nowe tematy zajmujące miejsce starych nawyków sprawiły, że nie mam czasu na nie wszystkie!

I co teraz zrobić?

Nie mam już oczywistych zjadaczy czasu i energii do zrezygnowania. Wszytko co robię (a przynajmniej dominująca wielkość) jest dla mnie ważna. Nadszedł czas trudnych decyzji. Muszę spalić część swoich planów. Spalić te najsłabsze z najlepszych by móc bez żalu kontynuować prosta drogę. by móc się skupić na tych kilku najważniejszych celach.

Co w takim razie idzie w odstawkę?

Codzienna praca „po godzinach, na swoim”

„Codzienna” nie zdaje egzaminu. Zmieniam taktykę.

Życie z trzema t-shirtami

Całkiem fajnie jest mieć tylko trzy t-shirty, naprawdę! Nie jest to tak nierealny cel jak może się wydawać na początku. Daje poczucie wyzwolenia. Niezłą radochę daje też patrzenie na reakcje ludzi gdy o to pytają. Jednak odrobinę luzuję rygor :)

Nauka hiszpańskiego

Plan był taki aby 3 dni w tygodniu poświęcić godzinę na naukę jakiegoś języka obcego. Skończyło się na kilku pierwszych lekcjach. Zapominam na razie o tym temacie.

Codzienne gotowanie czegoś świeżego

„Codziennie” znów nie zdaje egzaminu. Przyczyny są różne, ale efekt ten sam: gotuję coś nowego zwykle 3-4 razy w tygodniu

Codzienne bieganie

Po chorobie i świętach trudno mi do biegania wrócić w ogóle. Wiem, że to dziwne po tych wszystkich entuzjastycznych wpisach jeszcze niedawno. Planuję biegać 3 razy w tygodniu zaczynając w najbliższy poniedziałek (a jakże! Poniedziałki są najlepsze do rozpoczynania postanowień)

Co zostaje, czyli świętości których nie tykam

Dużo kontaktów z ludźmi. Żywymi ludźmi z krwi i kości! Nie! serio!

Szczególnie z coponiektórymi :)

Zero TV, minimalne zainteresowanie serialami

Proste. Nie potrzebuję ich. nie tęsknię. Raz w tygodniu The office

Regularne, codzienne ćwiczenia

Z tego z rezygnować już nie sposób. Niedawno odpuściłem sobie ćwiczenia na 2 tygodnie i czuję się po tym źle. Brakuje mi tego. Dziwne jak na osobę która praktycznie nigdy nie ćwiczyła ale pozostaje się tylko cieszyć :)

Gotowanie jak często się da

Więc codziennie się nie da, to już wiem. Kuchnia daje mi jednak tyle radości, że będę ją odwiedzał tak często jak będzie można.

Projektowanie, rysowanie, bazgranie itd. tak często jak się da

Ok, zmiana taktyki. Niesamowicie trudno zmobilizować się do codziennej pracy. Nie zawsze jest wena i chęć. Często kończy się to frustracją, że prace nie są wystarczająco dobre. Przyjmuję więc taktykę Merlin Manna – Codziennie zrobić „cokolwiek” kreatywnego i twórczego nie dbając o jakość, a o regularność. Zobaczymy jak pójdzie.

Życie z pięcioma t-shirtami ;)

No, może dorzucę jeszcze jedną bluzę choć teraz wydaje mi się to wręcz rozpustą! Czemu jednak to robię skoro trzy t-shirty „powinny wystarczyć każdemu”? O tym w następnym wpisie, w którym podsumuję mój – prawie 5 miesięczny – eksperyment ubraniowy :)

A na koniec piosenka, która stała się inspiracją dla tytułu i motywu przewodniego tego wpisu. Ladies and Gentelmen! Animal Liberation Orchestra!

Opublikowano w Uncategorized | 7 Komentarze

„Jesteś poza trasą, nowa będzie lepsza..”

Miesiąc od ostatniego wpisu. Czuje, że przede wszystkim należą wam się jakieś wyjaśnienia. Szczególnie mnie!

Ostatni miesiąc rzeczywiście nie był dla bloga bardzo przyjazny. Najpierw były święta w które chciałem chwile odpocząć. Potem choroba przez którą posypało mi się wiele rzeczy, a blog był tylko jedną z nich. Potem sytuacja w kraju sprawiła,że nie miałem ochoty niczego pisać. Ostatnie 2 tygodnie z kolei to dużo zmian, wyzwań i „wypadków” które spowodowały całkowite już rozregulowanie do nie tak dawna nieźle działającej maszynki.

Nie mam jednak zamiaru rezygnować z minimalistycznego stylu życia. Dzięki uproszczeniu swojego życia udało mi się osiągnąć spokój wewnętrzny, znaleźć czas na realizacje planów, poznawać nowych ludzi, odkrywać nowe rzeczy. Żyć jak nigdy dotąd.

A więc dobra nowina! Blog nie umiera! Co więcej, teraz mam jeszcze wiecie tematów do przemyślenia i dzielenia się z wami. Dużo tematów w głowie. Zasady jednak się trochę zmieniły. Teraz jest trudniej i tym większe wyzwanie przede mną. Niektóre rzeczy będę zmieniał. Z kolei niektóre nabiorą jeszcze większego znaczenia.

Przede wszystkim jednak chciałem wam bardzo podziękować za te wszystkie maile, blipniecia i zapytania osobiste o to co się dzieje z blogiem. Nigdy nie podejrzewałem, że to co pisze od grudnia jest tak ważne dla tylu osób. To niesamowicie budujące i również dzięki tym sygnałom nie mam zamiaru odpuszczać pisania. Jesteście wspaniali! Jeszcze raz dzięki!

Opublikowano w Uncategorized | 9 Komentarze

6 zmian: Zmiana 2 – nie sprzyjające warunki i poczatek nowej pasji?

Ostatni tydzień był pierwszym tygodniem w którym zacząłem biegać. Poranne bieganie jest rewelacyjne! Sprawia mi wielką frajdę i mimo to, że biegam tylko ok 20 minut, a połowę tego czasu mam ciężki oddech to czuję, że znalazłem coś co już niedługo stanie się ważną częścią mojego życia.

Dodatkowo kontynuowalem poranne ćwiczenia dwóch programów: stu pompek i dwustu brzuszków. Na to wszystko dwa razy w tygodniu wizyta po dwie godziny na siłowni. No i chyba się przeliczyłem. W tygodniu miałem ciągłe uczucie zmęczenia mięśni. W dniach gdy chodzę na siłownię spędzam na treningu do trzech godzin dziennie. Chyba trzeba sobie trochę odpuścić i zwolnić tempo. A może to normalne i za jakiś czas się przyzwyczaję? Na razie nie będę zaczynał serii przysiadów. Dni i tak są przepełnione ćwiczeniami.

Mam też problem z pogodą. W piątek zrezygnowałem z porannego biegania bo temperatura była zerowa, a ja mam tylko spodenki i bluzę. Moim celem jest nabranie formy, a nie złapanie przeziębienia.

Jeszcze dwa zdania o 100 pushups i 200 situps. Oba programy są świetnie ułożone. Po 5 tygodniach pompek wyraźnie czuję wzrost siły, a ilość jest powtórzeń i serii jest tak dopasowana, że kończę zawsze ostatkiem sił. Podobnie ułożony jest program brzuszków. I wszystko to bez konieczności użycia jakiegokolwiek sprzętu. Minimalizm pełną gębą. Idealnie!

Opublikowano w Uncategorized | 21 Komentarze

5 zdań wystarcza

Z mailami jest kilka problemów. Jednym z większych była dla mnie ich długość. Pisząc czułem się w obowiązku jak najlepiej opisywać temat. Jak najlepiej = Jak najdokładniej = często, jak najdłużej. Zauważyłem jednak dwie zależności. Po pierwsze długie maile zajmują mi dużo czasu do napisania (WOW! niespodzianka!) Po drugie im dłuższy mail tym większa była szansa, że został zignorowany! Odbiorcy otwierając je byli pewnie przytłoczeni ilością tekstu i zamykali go z myślą „przeczytam go później”.

Na szczęście od przynajmniej pół roku stosuję pewien prostą zasadę. Pomysł podsunął mi Merlin Mann pisząc o ciekawej ideii – Five.sentenc.es Każdy mail jaki piszę powinien być napisany w pięciu zdaniach. Nie sześć, nie siedem – dokładnie pięć. Za mało? Nic podobnego! Okazało się, że pięć zdań wystarcza w zupełności do przekazania wszystkiego co chcę napisać w przypadku 90% maili.

Jeśli jest ich więcej staram się wyrzucać zbędne. Im dłużej jednak stosuję tą zasadę tym mniej muszę to robić. Z praktyki wiem już ile mogę napisać. Aby jednak ciągle pamiętać o tej zasadzie wypracowałem sobie następujące tricki:

  1. Każde zdanie piszę od nowej linii. Wizualnie widzę wtedy od razu ile zdań napisałem.
  2. W stopce mailowej mam na stałe informację, że mail został napisany wg. zasady 5 zdań. Gdy przekraczam tę liczbę zmieniam stopkę na „starał się być napisany”. To stale przypomina mi o tym, że nie mogę się rozpisywać. Dodatkowo w ten sposób odbiorca dowiaduje się o zasadzie i, kto wie, może zacznie stosować ją samemu :)
  3. Czasami oszukuję. Mając np. sześć zdań z których nie mogę usunąć żadnego staram się je tak przeredagować, połączyć jakieś dwa w jedno, tak aby dojść do pięciu.
  4. Jeśli mail jest formą listu do przyjaciela, gdzie piszę „co u mnie słychać” to zasada oczywiście nie obowiązuje.

Trzymanie się tej zasady jednak lepiej mi wychodzi w korespondencji prywatnej i freelancerskiej. W firmie częściej zdarza mi się nadal tworzyć bardzo opisowe maile. Staram się jednak z tym walczyć. Myślałem też o dodaniu do firmowej stopki linka do five.sentenc.es ale nie wiem jak na to zareagują przełożeni. Choć, zaraz… Przecież wyznaję zasadę, że lepiej przepraszać niż prosić o pozwolenie! Dziś zmieniam stopkę firmową. Postanowione.

Polecam wszystkim Wam wprowadzenie tej zasady. Oszczędzicie swój czas na pisanie i innych na czytanie. Jeśli liczba 5 wam wyjątkowo nie pasuje albo jesteście wyjątkowymi minimalistami mailowymi możecie spróbować zasady four.sentenc.es, three.sentenc.es lub nawet two.sentenc.es Powodzenia :)

Napiszcie do mnie maila o tym jak wam idzie (lub w dowolnym innym temacie, lubię otrzymywać maile). Najlepiej w 5 zdaniach :)

Pozdrawiam Grzegorz Kulesza

nalesnik (at) gmail.com | grzegorzkulesza.com wpis nie napisany według zasady five.sentenc.es

Opublikowano w Uncategorized | 6 Komentarze

6 Zmian: Zmiana 2 – Krótko i na temat

Od jutra biegam. Od jutra biegam. Od jutra biegam. Od jutra biegam. Od jutra biegam!!!

Wiem, staję się trochę monotematyczny, niedługo mi przejdzie.

Opublikowano w Uncategorized | 10 Komentarze

Bieganie „po prostu”

W przyszłym tygodniu rozpoczynam bieganie. Nie jestem pewien dlaczego, ale wyczekuję tego momentu z niecierpliwością. Tak jakby miała to być chwila przełomowa, coś bardzo ważnego. Nie chce jednak spalić się w przedbiegach (nomen omen). Nie chcę aby mój obecny zapał szybko wygasł. Chcę skupić się w tym na rzeczy najważniejszej – systematycznym bieganiu. Jeśli mi się to da osiągnę dużo więcej niż tylko zdrowie i kondycję.

Prosta ścieżka

Postanowiłem podejść do biegania w sposób tak prosty jak to tylko możliwe.

Nie używam Gadżetów

Nie kupiłem butów z czujnikiem Nike+ celowo. Mimo, że mógłbym biegać z iPhonem który mierzyłby moje osiągi i czasy, chcę aby bieganie było na tą chwilę tylko przyjemnością, odłączeniem się, rodzajem medytacji. Na sprawdzanie wyników przyjdzie jeszcze czas. Nike+ to też kolejny gadżet. Miły ale zbędny. Mogę żyć bez śledzenia swoich tras, wgrywania wyników online, piosenek motywujących i całego tego hałasu. Dodatkowym plusem będzie oszczędność czasu.

Nie mam specjalnego stroju

T-shirt (jeden z 3ch jakie mam), spodenki sportowe pamiętające czasy szkoły średniej, stara bawełniana bluza i skarpetki. To wszystko co mam i to wszystko czego potrzebuję. Kilka tygodni temu mogliście przeczytać mój wpis gdzie pytałem o konieczny strój. Od tego czasu doszedłem do wniosku, że żaden strój ani mi nie pomoże zacząć biegać, ani jego brak mnie nie zatrzyma.

Zaczynam powoli

Na początku będą o pół spacery, pół biegi. Gdy zacznę też biegać nie chcę podnosić sobie sztucznie poprzeczki z każdym następnym wyjściem. Myślę, że forma przyjdzie naturalnie poprzez samą aktywność fizyczną. Czasami będę miał gorsze czasem lepsze dni. Nie znaczy to, że będę podchodził do tego lekko.

Wiem, że nie zawsze będzie świecić słońce

Będą dni kiedy nie będę miał ochoty biegać. Pogoda, zmęczenie, lenistwo. Muszę znaleźć w sobie wytrwałość aby również w słabsze dni wyjść i dać z siebie wszystko. Tylko dzięki takiemu podejściu będę czuł prawdziwą satysfakcję z ćwiczeń.

Czekam na sygnał startu

Moje buty stoją teraz w kącie pokoju. Spoglądam na nie przynajmniej kilka razy dziennie. Wyobrażam sobie ich proces zużywania się, brudzenia, prania i znów brudzenia. Wiem, że będą dni gdy będę na nie patrzył z niechęcią jak i takie kiedy będę je zakładał tylko po to, żeby pochodzić w nich kilka minut po domu aby choć trochę na chwilkę „poczuć klimat”. Chciałbym aby bieganie dało mi nie tylko lepszą sprawność fizyczną, ale również nauczyło mnie pokory, uporu i wytrwałości w realizacji celów, każdego rodzaju. Czuję, że to początek czegoś dużego, zupełnie nowego w moim życiu. Boję się i jednocześnie nie mogę się tego doczekać.

Opublikowano w Uncategorized | 11 Komentarze

6 zmian: Zmiana 2 – Mądry po szkodzie

Tydzień temu nie pisałem. Czułem się z tym potem mocno średnio ale w okolicach wtorku uznałem, że relacja post factum nie ma już sensu i odpuściłem.

Podsumowując

Poprzedni tydzień minął spokojnie., Dorzuciłem do zestawu ćwiczeń brzuszki. Z kolei miniony tydzień był ciężki. Walczyłem z ciągłym przemęczeniem rąk (o tym później) i ilość pompek w końcu stała się poważnym wyzwaniem. 3-ci dzień to w sumie 120 pompek (!) podzielonych na 5 serii. Nigdy w życiu nie zrobiłem tylu pompek na jeden raz. Za każdym razem gdy udawało mi się ukończyć kolejną serię czułem, że już nie mogę ale okazywało się, że jednak się dało! Satysfakcja wtedy jest przeogromna.

Zapalnik

Pomysł z zostawianiem rozwiniętej maty jest zbędny. Mogę ją zwijać, rozwijać, nie ma to żadnego wpływu na to, że co dzień i tak znajduję motywację do ćwiczeń. Po przebudzeniu piję szklankę wody i rozciągam się trochę, to wystarczy aby organizm zrozumiał, że zaraz będziemy się siłować z grawitacją.

Zmieniłem plan

Zauważyłem, że sposób w jaki poukładałem sobie ćwiczenia nie jest najrozsądniejszy. Przeplatanie basenu i pompek sprawia, że tak na prawdę codziennie stresuję mięśnie rąk i przez to są one ciągle osłabione. Przenoszę więc pompki na ten sam dzień co basen aby ręce miały dzień odpoczynku.

Tydzień 4

  • poniedziałek – 200 situps (w2/d1/c3)
  • wtorek – basen/ cycling / 100 pushups (w4/d1/c3)
  • środa – 200 situps (w2/d2/c3)
  • czwartek – basen/ cycling / 200 pushups (w4/d2/c3)
  • piątek – 200 situps (w2/d3/c3)
  • sobota – 100 pushups (w4/d3/c3)
  • niedziela – wolne :)

Za tydzień Zaczynam biegać!

Boję się że nie jestem przygotowany. Trzeba jednak kiedyś zacząć! Nie chodzi o to żeby się wiecznie szykować na coś tylko zacząć to robić i potem w razie potrzeby modyfikować plan. Koniec poszukiwań i studiowania internetu. Dziś kupuję buty i dwie pary skarpet. Żadnych więcej zakupów przed upływem miesiąca.

Opublikowano w Uncategorized | 2 Komentarze